©2019 by Pokonam fobię społeczną. Proudly created with Wix.com

Moja historia

pokonania lęku w znacznym stopniu (nie chcę tu ukrywać że mam jeszcze daleką drogę przed sobą)

Początek

Byłem bardzo zakompleksiony i wycofany z życia (praktycznie jakbym dla nikogo nie istniał). Chodziłem tylko tam gdzie musiałem czyli do szkoły... czy jak było trzeba zrobić zakupy... Zawsze to był dla mnie koszmar. Już po przekroczeniu progu... w sumie to już długo przed wyjściem dopadał mnie lęk i obawy... co na mój widok powiedzą sąsiedzi... nie będę umiał się wysłowić a nawet nie przejdzie mi przez gardło zwykłe "dzień dobry"... Zawsze do domu wracałem cały mokry… Po drodze bałem się ludziom spojrzeć w oczy co też doprowadzało do innych nieprzyjemnych sytuacji (ludzie śmiali się ze mnie, albo mówili że jestem „bucem” że ani się nie odezwę i udaje że nikogo nie widzę)
Myślałem że tak już będzie i że nic się nie zmieni... dobijałem się myślami jaki to jestem do niczego... Sam sobie dokładałem (i o dziwo czasem dawało to swego rodzaju przyjemność… ale o tym napiszę gdzie indziej… )
Po dość sporym czasie zarejestrowałem się na forum o nieśmiałości... później na podobne forum o fobii społecznej... Czytanie jak też innym źle czy odpowiedzi innych na moje posty jak mi źle przynosiło jakieś ukojenie... ale przyniosło też coś bardzo złego, a czego nie byłem świadomy przez bardzo długi czas... Nauczyłem się w ten sposób inicjować rozmowę i w ten sposób poznawać ludzi... Sam postawiłem sobie diagnozę (jeszcze przed pierwszą wizytą u psychologa)... a taka etykieta bardzo przeszkadza bo przez to wydaje się nam że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia (tym bardziej że porównujemy się z ludźmi z forum... a ludzie tam przychodzą prawie zawsze tylko po to by narzekać, a nie szukać rozwiązania)
Po jakimś czasie wybrałem się do psychologa (wtedy jeszcze posłali mnie rodzice). Najpierw to były krótkie wizyty... Później zdecydowałem się na dłuższą terapię indywidualną. Już wiedziałem bardziej co się ze mną dzieje... Było już lepiej... Największa zmiana zaczęła się u mnie gdy postanowiłem się wybrać na terapię grupową tzw. grupę wsparcia...

Terapia grupowa (poznawanie ludzi... etc...)

Zacznę od tego że to nie była terapia stricte związana z fobią społeczną tylko dla osób z nerwicą (z różnymi zaburzeniami)...
ale wg mnie to dobrze bo gdyby to byli tylko ludzie z fobią społeczną, moglibyśmy się wzajemnie dołować
ogólnie o terapi:
terapia trwa 3 miesiące, jest codziennie od 9 do 15 oprócz weekendów
każda osoba po jakimś czasie piszę swój życiorys (są przedstawione wskazówki do pisania życiorysu), który przedstawia w 3 tygodniu, czytając go przed grupą
grupa wybiera komentatora do życiorysu, osoba czytająca życiorys wybiera drugą osobę do komentarza
Jest potem godzina dla tej osoby, gdzie wybrane osoby czytają komentarz i wręczają go

na początku wszyscy są lekko skrępowani... ja trochę bardziej...
pierwsze spotkanie... wchodzimy do sali... siadamy na krzesłach w okręgu
na początku prawie się nie odzywałem (głównie wtedy gdy byłem wytypowany)
jest to grupa rotacyjna więc jedni przychodzą... drudzy odchodzą... ma to swoje plusy i minusy
dzięki temu poznaje się więcej ludzi...
gdy przychodzi ktoś nowy przedstawia się grupie i mówi z jakim problemem przychodzi
jeśli ktoś odchodzi ma specjalną godzinę pożegnalną, na której mówi o tym czego się nauczył na grupie itp...


Głównie na terapi są rozmowy i dyskusje na różne tematy
wybieramy też na każdą godzinę konkretne osoby (pomaga to głównie tym, którzy mają słabą siłę przebicia, np mnie to bardzo pomagało)
Oprócz tego są też różne psychozabawy (wiem... brzmi trochę dziwnie, ale bardzo fajne są te ćwiczenia)
między innymi Lustro:
wszyscy pokolei siadają na krześle i pokazują jak widzą inne osoby
to jest bardzo trudne... ale tam właśnie można próbować takich rzeczy... w końcu to terapia
to daje bardzo dużo
po pierwsze pokazuje jakim kto jest obserwatorem, no i z drugiej strony osoba, która jest obrazowana w lustrze ma ciekawe spojrzenie na siebie :)
drugim przykładem psychozabawy jest wymyślenie zajęcia dla grupy i uczestniczenie z grupą w tym zadaniu:
stoisz na środku sali, wymyślasz jakieś zadanie i prosisz by zaczęła robić je z Tobą grupa... przez około 3 minuty
Inne psychozbawy:
czasem np trzeba odegrać jakąś mini scenkę przed grupą, np jakąś pantomimę na jakiś temat, te ćwiczenia bardzo pomagają... jest też psychorysunek...
albo każdy opisuje jakieś swoje sytuacje lub jak na coś reaguje, karteczki krążą i się odgaduje kto mógł tak napisać i dlaczego myśli się że to ta konkretna osoba...

zawsze po weekendzie jest tak zwana godzina poweekendowa, na której omawiamy co działo się w weekend
głównie opieramy się o sprawy związane z odczuciami i radzeniem sobie w trudnych sytuacjach
oprócz typowych zajęć na przerwach jest okazja porozmawiać z ludźmi
mi zajęło dość długo zanim zacząłem sam odzywać się do innych
jakoś po 2, 3 tygodniach zacząłem się dopiero odzywać...

na grupie było nas około 8 osób, a oprócz grupy było dwóch psychologów
oni podają temat i słuchają (odzywają się rzadko, ale za to bardzo konkretnie)
obserwują nas i wysnuwają wnioski, z którymi się z nami potem dzielą:
mówią jak nas widzą... dają różne ciekawe wskazówki... dzięki nim bardziej poznajemy siebie i dowiadujemy się o różnych mechanizmach naszego działania
Ja trafiłem na bardzo dobrych psychologów
jeśli chodzi o ludzi, wiekowo było bardzo różnie, najmłodsza dziewczyna w grupie miała jakoś 22 lata, a najstarsza koło 60tki... ale większość osób miała od około 30 do około 40 lat
przykłady osób... dziewczyna która miała problem z wychowaniem syna (było to związane silnie z jej osobowością i charakterem)... dziewczyna ( ta najmłodsza ) z problemami w relacjach z matką... kobieta, która miała problem z otwarciem się na ludzi i wycofaniem...

poznałem wtedy dużo ciekawych ludzi (i z wieloma mam konakt do dziś, głównie są to kontakty internetowe, ale z częścią bardzo często się spotykam)

nauczyłem się dość sporo od ludzi z terapii... dzięki temu że dużo rzeczy było "wymuszonych" na mnie a ja starałem się sobie ze wszystkim poradzić (bardzo tego chciałem)
wsłuchiwałem się i pomagałem innym, doradzałem... brałem udział w dyskusjach (nie zawsze szło po mojej myśli ale tak to jest przecież w życiu i tego też trzeba się nauczyć)
o tym jak sobie radziłem itp miałem zawsze okazje porozmawiać na rozmowie indywidualnej (były co tydzień, a jeśli ktoś czuł większą potrzebę miał możliwość dodatkowej godziny)
właśnie te spotkania indywidualne poza grupą były bardzo pomocne (zawsze można było porozmawiać by znowu poczuć się dobrze i dostać wskazówki jak można się z czymś uporać)

w każdy piątek było wspólne zakończenie tygodnia (były wtedy 2 grupy)
każdy po kolei był dyżurnym... dyżurny mówił o sprawach organizacyjnych itp (to też spore ćwiczenie)

Byłem w sumie na dwóch takich terapiach. Pierwsza pomogła bardzo dużo. Na drugiej było jeszcze lepiej bo już miałem doświadczenie i wyciągnąłem z tej terapii jeszcze więcej

Wciąż trwa...

jest dużo lepiej ale zdarza się oczywiście że lęki wracają
zwłaszcza w sytuacjach:

  • w których nie byłem wcześniej

  • gdy szukam nowej pracy itp

  • gdy poznaje nowych ludzi


To tak nie działa że lęk mija i go nie ma, ale z reguły jest mniejszy i już wiemy jak sobie z nim radzić

Jest lepiej ale nadal co jakiś czas wybieram się do psychologa by się wzmocnić
Wiem że jest jeszcze daleka droga przede mną, ale zmiany które się we mnie dokonały są na tyle duże, że postanowiłem się tym podzielić

 
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now